W skład tego zespołu wchodzi aż ośmiu muzyków (głównie są to Helweci): połowa zespołu to trzon metalowej części kapeli: gitary, bas i bębny, natomiast pozostali muzycy grają na instrumentach typowo folkowych: usłyszymy więc dudy (nie mylić z kobzą!), skrzypce, lirę korbową, lutnię, flety, itp. i oczywiście wokal.

W 2006 zespół wydał swój debiutancki album - Spirit. Po pierwszym jego odsłuchaniu byłem niezwykle zaskoczony. Naturalnie w tym pozytywnym sensie. Ciężkie dźwięki gitar i perkusji świetnie zostały skomponowane z folkowymi instrumentami, dając niepowtarzalne brzmienie.
Album otwiera tytułowa kompozycja, która krótko streszcza, czego można się spodziewać po tym albumie. Następnie rozpoczyna się jedna z lepszych piosenek na tej płycie - Uis Elveti, która została zaśpiewana w... starożytnym języku galijskim! Ciężkie riffy gitarowe przeplatają się z melodiami granymi przez instrumenty dawne. Do tego dochodzi growl wokalisty (Chrigiel Glanzmann), który o dziwo wcale nie psuje tego klimatu. Po nim następuje szybki kawałek Your Gaulish War, który można ściągnąć ze strony zespołu. Dalej zespół nie zwalnia z tempa i z głośników słyszymy bardzo ciężki Of Fire, Wind & Wisdom. Jak ktoś jeszcze nie wie, jak brzmi lira korbowa, to właśnie we wstępie tej piosenki może ją usłyszeć. Natomiast na YouTubie możecie obejrzeć teledysk do tego utworu. Po nim następuje chwila wytchnienia - mamy tu bowiem spokojny, akustyczny utwór Aidu, w którym śpiewa skrzypaczka zespołu - Meri Tadic. Następnie powrót do cięższego brzmienia w postaci The Song of Life, w którym usłyszymy świetne partie fletowe. Dalej mamy Tagernako - chyba najlepszy utwór na płycie - szybki, umiarkowanie ciężki, z wieloma ciekawymi melodiami skrzypiec, fletów, itp. Gdyby nie gitary i perkusja można by powiedzieć, że jest to szybki taniec Celtów (np. Galów), podczas którego wojowie świętują po wygranej bitwie. W kolejnym utworze (Siraxta) ponownie usłyszymy kobiecy głos - tym razem jednak na refrenie wchodzą także gitary i bębny, ale nie psuje to klimatu tej piosenki. Po tym znowu mamy coś szybkiego - The Dance of Victory. Jest to kolejny utwór, w którym po usunięciu instrumentów związanych z muzyką metalową można by się przenieść do starożytnej Galii. Po tym mamy The Endless Knot. Również świetny utwór, w którym usłyszymy także śpiewy małego chóru zbudowanego z członków zespołu. Album zamyka kompozycja AnDro, która zdaje się być coverem niemieckiej grupy Faun. Jest to spokojna piosenka, w sam raz na zakończenie tej płyty.

Jedynym mankamentem tego albumu może być chyba tylko brak solówek gitarowych. Ale tak naprawdę nie przeszkadza to - usłyszymy przecież piękne partie innych instrumentów, które właściwie przejmują pierwszą rolę w budowaniu melodii, które potem wpadają w ucho i nuci się je dosyć często...
Podsumowując, album ten wywarł na mnie niesamowite wrażenie i otworzył nowe horyzonty w postrzeganiu i słuchaniu muzyki metalowej. Uważam, że jest to świetny debiut tego szwajcarskiego zespołu i życzę im wielu sukcesów muzycznych - jak najlepszych albumów i najbardziej żywiołowych koncertów przed wielkimi publicznościami... Moja ocena: 8/10